Od: Izabela, przesłane 2.05.2015

I: Na Aleksandra trafiłam w internecie.

D: Ja cię na niego naprowadziłam

I: No dobra, ale możesz przez chwilę się nie wtrącać.

D: To nie przypisuj sobie cudzych zasług.

 

I: Zgoda. Nie mogłam do niego nie zadzwonić, moja dusza nie pozwoliła. Różni ludzie przychodzą do niego z różnymi problemami, ja powiedziałam tak: Proszę pana ja chcę być szczęśliwa, a nie jestem. Nie wiem co zrobił dokładnie, ale przyprowadził do mnie największą gadułę we wszechświecie.

D: Czy mam przestać mówić?

I: Nie, tylko jak możesz to nie wyciągaj mnie z łóżka w środku nocy, żeby do kogoś maila wysłać. Dobrze jest czasami nie wiedzieć co będzie jak Aleksander skończy swoją robotę, metodę ma specyficzną, nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi, nakrzyczał na mnie, a ja wychowana na grzeczną dziewczynkę nie potrafiłam na to zareagować, rozpłakałam się, potrząsnęło mną i coś wystrzeliło, dokładnie jak korek z otrząśniętego szampana i przez tą dziurę w deklu, która się zrobiła spłynęło na mie boskie światło i odezwała się dusza, moja dusza, najlepszy przyjaciel pod słońcem. Aleksander wykonał swoją robotę bardzo dobrze, ja chciałam być szczęśliwa i jestem szczęśliwa, nic się nie zmieniło, mieszkam w tym samym domu co mieszkałam, żyję tak jak żyłam, a jednak jestem szczęśliwa, szczęście to stan duszy, mojej duszy, niezależne od czynników zewnętrznych, dziękuję Aleksandrze, polecam

D: -y

I: Co?

D: polecamy